Białoruś pod władzą Łukaszenki świętuje sowiecki atak na Polskę
- Read this article in:
- en
- pl
Manipulacja i dezinformacja stały się fundamentami, na których Łukaszenka opiera budowany na Białorusi reżim. Urzędujący prezydent ma już pod kontrolą teraźniejszość, teraz chce zmieniać przeszłość – wykorzystując rocznicę sowieckiego ataku na Polskę do ustanowienia święta na cześć zjednoczenia Białorusi.
Nic nigdy nie jest pewne…
W krajach byłego Związku Radzieckiego popularnością cieszyło się niegdyś powiedzenie mówiące, że zasadniczo wiadomo, co przyniesie jutro, za to nigdy się nie wie, jak zostanie opisany dzień wczorajszy. I faktycznie ostatnimi czasy tak właśnie wygląda rzeczywistość w Rosji, gdzie co i rusz organizuje się ważne wystawy historyczne w poprawionej lub całkiem nowej odsłonie, w literaturze porusza coraz bardziej „patriotyczne” tony, a z ekspozycji usuwa nieprawomyślne obrazy, by jednocześnie odkrywać te dawno zapomniane. Akcja ta dosięgła także posągów, z których część jest demontowana, a inne wracają w tym czasie do łask, oraz leksykonów i tekstów, które przechodzą na nowo gruntowną redakcję.
Białoruś była na tym tle elementem statycznym – krajem przywołującym ducha minionej epoki – a przekazywana w niej wersja historii była dość przewidywalna. Wizyta w muzeum po dłuższej nieobecności nie zaskoczyłaby nikogo nową wystawą. Nikt nie serwował nowych narracji.
W Rosji w ciągu ostatnich dziesięciu lat nowe narracje pojawiały się niemal wszędzie, często zaprzeczając podawanym wcześniej informacjom. Miało to miejsce na przykład w przypadku historii carskich generałów czy strażników z Gułagów, których wyniesiono z pozycji pariasów do rangi niemalże bohaterów. Trudno przewidzieć, jaki kształt historia będzie miała jutro.
Teraz wydaje się, że Białoruś idzie dokładnie w te ślady. Po zeszłorocznych, sfałszowanych wyborach i powszechnych protestach na Białorusi Łukaszenka zdaje się sięgać po sprawdzone już w Rosji rozwiązania: wraca stare, wydarzenia historyczne są przedstawiane w zupełnie innym niż dotychczas świetle, a ludzi zachęca się do gromadzenia pod wspólnym sztandarem z całkiem nowych powodów.
Nowy dekret
Dekretem nr 206 z 7 czerwca 2021 r. Łukaszenka ustanowił nowe święto narodowe – „Dzień Jedności Ludowej” – które będzie obchodzone 17 września.
Czy można się sprzeciwiać „jedności ludowej”? Któż by śmiał? A świętom narodowym?
W stosunkowo krótkim dekrecie czytamy m.in.:
„Dzień […] symbolizuje przywrócenie sprawiedliwości historycznej i zjednoczenie narodu białoruskiego, który w 1921 r. został przymusowo podzielony nakazem traktatu ryskiego.
[…] Zjednoczenie narodu białoruskiego w 1939 roku pomogło krajowi zwyciężyć w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. […]
Naród białoruski jednogłośnie popiera strategię na rzecz utworzenia silnego, suwerennego i dobrze prosperującego kraju. […] Dzień 17 września daje dowód ciągłości pokoleń, stabilności i samowystarczalności narodu białoruskiego oraz naszej państwowości”.
Dalej można znaleźć następującą informację: „To szczególna data w historii narodu białoruskiego”.
Wyjątkowy dzień
I rzeczywiście 17 września to bardzo szczególna data. W zasadzie dla całej Europy i leżących poza nią krajów jest to dzień, w którym Związek Radziecki zaczął wypełniać swoją część paktu Ribbentrop–Mołotow oraz jego tajnego protokołu.
23 sierpnia 1939 roku nazistowskie Niemcy i ZSRR podpisały pakt oraz jego tajny protokół, w którym te dwie totalitarne potęgi podzieliły między siebie Polskę i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej. 1 września 1939 roku Polskę zaatakowały Niemcy, natomiast Związek Radziecki rozpoczął swój atak – dokładnie tak – 17 września.
Można powiedzieć, że 17 września to „dzień niesławy” – parafrazując słowa prezydenta Roosevelta o ataku na Pearl Harbor.

Pakt Ribbentrop–Mołotow, czyli rozgrywka ping ponga
W czasach Związku Radzieckiego zaprzeczano istnieniu tajnego protokołu paktu Ribbentrop–Mołotow. Sytuacja zmieniła się dopiero w 1989 roku, kiedy Duma potępiła podpisanie tego dokumentu. Uczestnictwo w podziale Europy Środkowo-Wschodniej ręka w rękę z Hitlerem było tak wstydliwe, że starano się je ukryć, jednak pogłoski o istnieniu takiego dokumentu ujrzały światło dzienne w wyniku działań kanałów niemieckich i podczas procesu w Norymberdze (relacja dostępna tutaj).
Putin i wielu rosyjskich przywódców odbyło niezwykłą podróż polityczną – od potępiania paktu Ribbentrop–Mołotow, kiedy to wygłaszali słowa pełne pojednania, jak Putin w 2009 roku w artykule dla Gazety Wyborczej (link do oficjalnego rosyjskiego tłumaczenia oryginalnego tekstu), do pełnego odrzucenia tej postawy i wygłaszania pochwał pod adresem wspomnianego dokumentu. Naszą relację z tych zmian można znaleźć tutaj, natomiast stanowisko rosyjskiego MSZ jest dostępne tutaj.
Nic dziwnego, że w Związku Radzieckim przez lata świętowano 9 maja zwycięstwo w wojnie – tak też dzień ten jest nazywany w Rosji i na Białorusi: Dzień Zwycięstwa. Nie dziwi też, że obchody te z roku na rok stają się w obu krajach coraz bardziej huczne. Utrzymanie pamięci o tym dniu jest bardziej niż zrozumiałe. Wtedy właśnie linie demarkacyjne stały się granicami, które wyznaczyły kształt kontynentu na długie lata.
Dlaczego 17 września?
To pytanie nasuwa się samo – dlaczego uczynić z 17 września, dnia ataku na inny kraj, świętem narodowym? Wiadomo przecież, że takie działanie musiało się rozejść głośnym echem w całej Europie. Dlaczego przedstawiać ten dzień jako „dzień jedności”? Chodzi tylko o rozszerzenie granic Białorusi na zachód, jak stwierdził tydzień temu sam Łukaszenka. Polska natychmiast potępiła to wystąpienie.
Może Łukaszenka rzeczywiście chce rozwścieczyć Polskę, kraje bałtyckie i całą UE. Prezydent Białorusi nie ukrywa, że unijne sankcje go rozgniewały i oskarża Polskę oraz cały Zachód o spisek w celu przypuszczenia ataku na Białoruś czy wręcz organizowanie zamachu stanu – przykłady takiej postawy można znaleźć tutaj. Równie prawdopodobnym motywem wydaje się być odwrócenie uwagi od postępującego na Białorusi procesu utraty niepodległości i wejścia w unię, w której stroną dominującą jest zdecydowanie Rosja – działanie, które niektórzy określają mianem miękkiej aneksji.
Obsesja na punkcie „prawdy historycznej”
Łukaszenka podąża śladami Rosji, gdzie w ostatnich latach nasiliła się obsesja wzięcia historii „w posiadanie” i prowadzenie „wojny” o pamięć. Doradca prezydenta Putina i były minister kultury Władimir Miedinski ogłosił historię „obroną suwerenności kulturalnej”. Kwestionowanie dobrej opinii o Armii Czerwonej stało się niezgodne z prawem, w najważniejszych muzeach Stalina okrzyknięto znowu wybitnym przywódcą, a informacje o wprowadzonym przez niego terrorze i opresjach przeciwko milionom ludzi są wyraźnie umniejszane. Zgodnie z dokumentacją trafiającą do bazy danych EUvsDisinfo w Rosji to właśnie „Zachód” obwinia się często o przepisywanie historii lub prowadzenie rewizjonizmu historycznego. Prezydent Putin zasugerował nawet, że Polska była właściwie w równym stopniu odpowiedzialna za wybuch II wojny światowej.
Jak mówi inne rosyjskie powiedzenie: „Czy wojna się skończyła ? Nie, toczy się niemal co noc w telewizji”. I wydaje się, że 17 września na Białorusi jest tylko kolejną wystrzeloną w niej kulą.
