„Represje łatwo rozpocząć, ale trudniej zatrzymać”

  • Read this article in:
  • en
  • ru
  • pl

Embed

Wywiad ze współwłaścicielem niezależnego serwisu medialnego 7×7 w sprawie załamania rosyjskiego rynku mediów

Mająca swoją siedzibę w położonym na północy Rosji Syktywkarze redakcja 7×7 zajmuje się prowadzeniem jednego z nielicznych w tym kraju niezależnych serwisów informacyjnych. Podobnie jak inne niezależne media rosyjskie ten internetowy magazyn, powstały w wyniku oddolnej inicjatywy dziennikarzy, blogerów i aktywistów, musi znosić ciągłe naciski ze strony władz. Współwłaściciel 7×7 Paweł Andriejew opowiada o zgubnych skutkach zapisów ustawy o „zagranicznych agentach”, roli mediów regionalnych oraz tym, jak ważne jest zachowanie nadziei.

Rynek mediów niezależnych w Rosji przeszedł ostatnio poważne załamanie. Dziennikarze pracujący w niezależnych redakcjach są zamykani w aresztach, same redakcje są przeszukiwane i odpowiadają na zarzuty karne, a redaktorzy trafiają do więzienia. Mimo że 7×7 nie zostało jeszcze okrzyknięte „zagranicznym agentem”, redakcja została już kilka razy ukarana grzywną, a jeden z waszych dziennikarzy znalazł się na liście pięciu osób, które w grudniu 2020 roku zostały okrzyknięte „zagranicznymi agentami”. W jaki sposób te wypadki wpłynęły na prace i morale w redakcji 7×7?

Najpierw dziennikarze i redaktorzy tracą motywację. Ci ludzie zainwestowali całe lata, by osiągnąć coś w swoim zawodzie, zbudowali wokół tego życie, a teraz patrzą, jak rząd nie tylko niszczy kolejne serwisy finansowo, lecz także atakuje prywatnie pracujących w nich ludzi. Dziennikarze określeni mianem „zagranicznych agentów” muszą odpowiednio opisywać swoje wiadomości w mediach społecznościowych i wysyłać rządowi sprawozdania finansowe. Wielu dziennikarzy jest przygnębionych, a jeśli śledzi się wiadomości wymieniane w naszej społeczności, można się łatwo przekonać, jak wiele z nich dotyczy problemów psychologicznych. Grupa dziennikarzy niedawno uruchomiła akcję opisaną hasztagiem #bannedprofession (zakazany zawód – przyp. tłum.). Tego właśnie chce dla nas ten rząd: byśmy skupili się na sobie, zamiast na potrzebach ludzi. Dla dziennikarza to bardzo trudne i strasznie demotywujące.

Drugim skutkiem jest tocząca się obecnie kampania dezinformacyjna przeciwko dziennikarzom i serwisom prasowym. Rozpoczęła się już jakiś czas temu, ale teraz przybiera na sile. Jeśli zajrzysz do serwisu VKontake lub wpiszesz w wyszukiwarce nazwisko moje czy mojego wspólnika Leonida Zilberga, czy nawet nazwę naszej strony, znajdziesz dziesiątki zawierających nieprawdę publikacji. Rząd i anonimowi autorzy głoszą wszędzie, jak jesteśmy źli, że kradniemy pieniądze, że uprawiamy gejowską propagandę, pracujemy na niekorzyść rządu i społeczeństwa. Nie dotyczy to zresztą tylko nas. Te same ataki dotykają innych serwisów i dziennikarzy. To olbrzymia machina propagandowa, która korzysta z mediów społecznościowych, żeby zniszczyć naszą reputację.

Trzeci efekt to odcięcie źródeł. Na przykład Meduza, dla której podstawą prowadzenia działalności jest reklama, pracowała z dużymi markami i reklamodawcami, z których wielu miało powiązania z budżetem w tym kraju, jak zresztą większość dzisiejszego biznesu w Rosji. Gdy Meduzę ogłoszono „zagranicznym agentem”, redakcja utraciła większość reklamodawców. To samo dzieje się w innych redakcjach, także w naszym regionie. Wiemy, że ostrzega się przedsiębiorców i firmy, by nie wspierali 7×7 i w żaden sposób z nami nie współpracowali. Ostatnio zorganizowaliśmy debaty w Pskowie, gdzie niebawem odbędą się wybory do Dumy Państwowej oraz władz lokalnych. Zaprosiliśmy do udziału przedstawicieli wszystkich partii politycznych i otrzymaliśmy pozytywne odpowiedzi od wszystkich z wyjątkiem Zjednoczonej Rosji. Gdy opublikowaliśmy harmonogram debat, lokalne władze skontaktowały się z osobami, które zgodziły się wziąć w nich udział, wywarły odpowiednie naciski i w rezultacie większość z nich się wycofała. Dla liczących się oficjeli na szczeblu lokalnym jesteśmy teraz persona non grata – nie wolno im z nami współpracować. To bardzo utrudnia nam pracę. Jedyny kontakt, jaki obecnie z nami utrzymują to komunikaty nieoficjalne.

Paweł Andriejew, 7x7, wolne media w Rosji, represje dziennikarzy, 7x7

Mówisz o ogólnym braku motywacji i poczuciu frustracji wśród dziennikarzy. Czy to dotknęło także współpracowników 7×7? Jak dajecie radę utrzymywać morale w takich okolicznościach?

Tak, ten problem również dotyczy 7×7. Jeśli ktoś w zespole tego potrzebuje, opłacamy mu pomoc psychologa. Prowadzimy też wyjazdy dla członków zespołu i współpracujemy z wieloma organizacjami pozarządowymi, które wspierają dziennikarzy. Informujemy wszystkich naszych dziennikarzy, redaktorów i blogerów o tych możliwościach. Mam nadzieję, że to pomoże choć trochę.

Czy spodziewasz się, że represje wobec niezależnych mediów i społeczeństwa obywatelskiego z czasem się zmniejszą, czy wręcz przeciwnie – po wyborach do Dumy Państwowej 19 września jeszcze się nasilą?

To właśnie z powodu wyborów trwają ataki na Meduzę, Dożd i inne niezależne media; władze boją się tych wyborów, ale nie jestem pewien, czy po nich represje ustaną. W państwach autokratycznych łatwo uruchomić machinę represji, ale nie tak łatwo ją zatrzymać. Większość urzędników pracuje w oparciu o statystyki – jeśli w tym roku wykryjemy 50 wrogów państwa, w przyszłym roku ta liczba będzie musiała być wyższa, a wyniki lepsze.

W sierpniu 7×7 połączyło siły z kilkoma innymi rosyjskimi niezależnymi redakcjami, aby zaprotestować przeciwko ustawie o „zagranicznych agentach”. Opublikowaliście list otwarty do Władimira Putina i innych wysokich rangą urzędników. Domagaliście się w nim między innymi uchylenia wspomnianej ustawy. Co 7×7 ma nadzieję osiągnąć dzięki tej inicjatywie? Czy myślisz, że władze zwrócą na nią uwagę?

Nie mam nadziei, że ustawa o „zagranicznych agentach” zostanie uchylona lub że władze przestaną ją stosować. Celem tego listu i podobnych inicjatyw jest sprawienie, by korzystanie z tej ustawy kosztowało nasze władze więcej. Jeśli kolejne dziesiątki dziennikarzy otrzymają łatkę „zagranicznych agentów” i nikt na to nie zareaguje, władze będą to robić w dalszym ciągu. Jedyne, co nam teraz pozostaje, to informować o tym jak najszerszą grupę odbiorców. Jestem pewien, że urzędnicy uważnie kontrolują liczbę ukazujących się w tym temacie publikacji w internecie i jeśli społeczeństwo zacznie na nie zwracać większą uwagę, rząd będzie musiał zaangażować w sprawę siły na wyższym szczeblu.

Czy uważasz, że społeczność międzynarodowa rozumie krytyczną sytuację niezależnych mediów w Rosji? Jaką rolę powinna odgrywać społeczność międzynarodowa w ochronie wolności słowa w Rosji?

Byłoby wspaniale, gdyby nasi koledzy z redakcji europejskich poruszali tę kwestię z rosyjskimi urzędnikami, w tym z samym Putinem, podczas konferencji prasowych i prowadzonych wywiadów. Niestety społeczność międzynarodowa nie może w tej sprawie zrobić nic więcej. Uważam, że samych źródeł tego problemu, jak i jego rozwiązania, należy szukać w Rosji. Ostatecznie to rosyjskie społeczeństwo musi odpowiedzieć sobie na pytanie, na co pozwalamy naszemu rządowi, a na co nie. W takim przypadku naciski zagraniczne nie są najskuteczniejszym narzędziem.

Jakie zatem działania mogą okazać się Twoim zdaniem najbardziej skuteczne?

Musimy zbudować własną sieć obrony dziennikarzy i innych ważnych segmentów rosyjskiego społeczeństwa. To jest strategia rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Historia demokracji w Rosji jest stosunkowo krótka, wiele spraw wymaga tworzenia od podstaw. Musimy tworzyć sieci, organizować się, uczyć, jak wspierać się nawzajem. To długi proces.

Coraz więcej rosyjskich mediów i dziennikarzy przenosi się za granicę, aby uniknąć nacisków ze strony władz. Czy uważasz, że na dłuższą metę niezależne dziennikarstwo może przetrwać na wygnaniu i utrzymać swoje znaczenie dla odbiorców w Rosji?

Popieram ideę współzawodnictwa między mediami w zakresie idei i podejść. Zakładanie organizacji medialnych i pisanie artykułów spoza Rosji jest możliwe dzięki rozwojowi mediów internetowych, ale to tylko jeden ze sposobów pracy. Powinny też istnieć redakcje i dziennikarze działający w kraju i mogący rozmawiać z ludźmi osobiście. Kiedy piszesz o danym kraju, zwłaszcza o jego problemach społecznych i politycznych, musisz mieć dobre wyczucie tego, co się w nim dzieje. Mieszkanie za granicą, szczególnie przez dłuższy czas, może pozbawić tej wrażliwości. Większość Rosjan nigdy nie wyjeżdża za granicę. Aby wprowadzać zmiany w Rosji, moim zdaniem należy albo tu mieszkać, albo, jeśli działasz za granicą, utrzymywać mocny związek ze społeczeństwem rosyjskim.

Jaka jest rola mediów regionalnych w zachowaniu tej relacji łączącej dziennikarzy i rosyjskie społeczeństwo?

Powiedziałbym, że media lokalne są obecnie najważniejszą formą dziennikarstwa w Rosji, bo potrafimy pokazać różnorodność tego kraju, pokazać, że nie tylko Putin może przynieść Rosji zmiany. Ale z profesjonalnego punktu widzenia oczywiście to wiadomości o Putinie i jego przyjaciołach w Moskwie docierają do najszerszego grona odbiorców. Artykuły o sprawach lokalnych mają zaledwie kilkaset wyświetleń, chyba że region odwiedza urzędnik federalny. Taka supercentralizacja kraju to prawdziwy problem, ludzie nie wierzą, że coś może się zmienić na poziomie lokalnym. To duże wyzwanie dla mediów regionalnych w Rosji.

W ciągu ostatnich kilku lat dziennikarstwo śledcze i obywatelskie przeżywało w Rosji rozkwit. Czy rosnąca popularność tego typu wiadomości, jeszcze dekadę temu marginalnych, odzwierciedla zmianę w rosyjskim społeczeństwie?

Rosyjskie społeczeństwo zdecydowanie się zmieniło w ciągu ostatnich 10 lat. Problem w tym, że zmienili się także nasi najwyżsi urzędnicy, a przepaść między rosyjskim społeczeństwem a ludźmi u władzy staje się coraz większa. Wielu urzędników stojących wysoko „na świeczniku” było tematem śledztw dziennikarskich, społeczeństwo zobaczyło, jak bardzo są skorumpowani i jak bardzo ich obraz różni się od tego, co pokazuje się w telewizji. Problem polega na tym, że równie duża przepaść istnieje między większą świadomością a faktyczną zmianą. Dziennikarstwo śledcze i obywatelskie wywarło pozytywny wpływ na społeczeństwo, ale niestety nie na najwyższych urzędników. Piszemy o prawdziwych problemach, ale jedyna reakcja rządu to represje wobec osób, które te sprawy poruszają. Tak właśnie wygląda to dziś i nie wiadomo, kiedy się to zmieni.

Czy widzisz jakąś nadzieję na pozytywne zmiany w Rosji?

Nawet codziennie. Poza pisaniem artykułów regularnie zajmujemy się organizacją wydarzeń offline, podczas których zapraszamy ludzi do rozmów na tematy społeczne i polityczne. Ludzie uczestniczą w nich aktywnie, dzielą się wiedzą i uczą się od innych. Otrzymujemy liczne komentarze wspierające takie inicjatywy. W Rosji jest wielu ludzi, którzy chcą, aby ich kraj stał się uczciwszy, bardziej otwarty, zróżnicowany i mniej brutalny.

ZASTRZEŻENIE PRAWNE

Przypadki umieszczone w bazie danych EUvsDisinfo opisują wiadomości znalezione w międzynarodowej przestrzeni informacyjnej, które uznano za przedstawiające stronniczy, wypaczony lub fałszywy obraz rzeczywistości oraz za służące rozpowszechnianiu istotnego prokremlowskiego przekazu. Niekoniecznie oznacza to, że wskazane media są powiązane z Kremlem lub że ich redakcje mają prokremlowskie poglądy, lub że celowo dążyły one do dezinformacji odbiorców. Materiały publikowane przez EUvsDisinfo nie stanowią oficjalnego stanowiska UE. Przedstawione informacje i opinie oparte są na doniesieniach medialnych i analizach przygotowanych przez grupę zadaniową East StratCom.

    PODZIEL SIĘ Z NAMI SWOJĄ OPINIĄ

    Informacje o ochronie danych *

      Subscribe to the Disinfo Review

      Your weekly update on pro-Kremlin disinformation

      Data Protection Information *

      The Disinformation Review is sent through Mailchimp.com. See Mailchimp’s privacy policy and find out more on how EEAS protects your personal data.